Hej kochani!
Każdy z nas ma jakieś nawyki. Nie zawsze są one dobre. Ja z ręką na sercu mogę powiedzieć, że mam zdecydowanie więcej tych złych niż dobrych.
Moim nawykiem jest zaniedbywanie tego bloga i powroty z podwiniętym ogonem. Moim nawykiem jest męczenie swoich biednych skórek. Moim nawykiem jest także chomikowanie ubrań. Połowa mojej garderoby to ubrania z etykietką "bo mi się podobają". I w sumie fakt, że pewnie nigdy ich nie ubiorę nie miało dla mnie większego znaczenia, gdy je kupowałam, ale gdy ostatnio zaczęłam nad tym myśleć to doszłam do wniosku, że to bez sensu. Nie kupuję niczego nowego, co faktycznie bym często zakładała tylko dlatego, że nie mam gdzie tego trzymać. Pełne półki i zawalona podłoga - oto, jak wygląda w tej chwili moja garderoba. I naprawdę mi z tego powodu wstyd. Dlatego postanowiłam coś z tym zrobić. A znam siebie i wiem, że jeśli w jakiś sposób się nie zmotywuję, to nigdy się za to nie wezmę stąd ten post. Blog jest dla mnie swego rodzaju motywacją, bo nawet jeśli notkę mogę skasować, to zawsze istnieje ryzyko, że ktoś już ją widział i może wymagać ode mnie spełnienia swoich obietnic. Dlatego za każdym razem, gdy staję przed jakimś wyzwaniem tworzę notkę tutaj - jesteście moimi motywatorami i takimi wirtualnymi Cerberami, którzy pilnują, bym nie dała ciała.
Jutro z samego rana robię sobie pyszne śniadanie, kawę i biorę się za gruntowny porządek w szafie. OUT idą wszystkie ubrania, których nie miałam na sobie od 6 miesięcy i obawiam się, że niewiele mi wtedy pozostanie, ale na warunku będą tylko te ubrania, które ze względu na panującą za oknem pogodę nosić nie mogłam, choć naprawdę chciałam. Dla całej reszty - zero współczucia. Czuję, że to będzie naprawdę ciężka i wyczerpująca walka z własnymi słabościami i nawykami, które każdego dnia dają o sobie znać w mniej lub bardziej oczywisty sposób.
Ale nie samymi złymi nawykami człowiek żyje. Skoro już pokazałam wam się od tej złej strony czas na odrobinę pozytywu. Oto lista moich lepszych nawyków:
- każdego wieczora zanim pójdę spać serwuję swojej skórze prysznic z tonika i porcję tłustego, nawilżającego kremu (co fantastycznie na nią wpływa i rano nie wyglądam, jakby halloween nadeszło szybciej)
- mam lekkiego fioła na punkcie swoich włosów, ale jednocześnie staram się ich nie obciążać, dlatego codziennie używam lekkiej odżywki w sprayu a raz w tygodniu serwuję im maskę, która daje im niesamowitego kopa. I nie ma, że boli
- od jakiegoś czasu bardzo dbam o swoje dłonie i każdego dnia serwuję im porcję nawilżającego kremu (i staram się walczyć z moim koszmarnym nawykiem obgryzania skórek) i co dwa tygodnie ubieram je w nowe kolory
Okej może nie ma tego aż tak wiele, ale musicie przyznać, że to całkiem dobry początek! Wciąż pracuję nad swoją manią kupowania zbędnych rzeczy i kosmetyków i o swoich sukcesach będą was informować na bieżąco. Póki co możecie trzymać za mnie kciuki i mieć nadzieję, że kolejna ważna rzecz pojawi się wcześniej, bo wtedy na pewno zawitam tutaj z nowym postem. Kto wie, może moja walka z garderobą okaże się inspirująca i stworzę jakiś lookbook? Bądźcie cierpliwi!
Całuję
Wasza Wiki xx