Wiem, znowu odwlekam temat kompleksów wynajdując morze innych, ale naprawde ciężko jest napisać coś takiego zwłaszcza, że do tej pory byłam mistrzem w maskowaniu owych niedoskonałości. Takie kompletne odkrycie się nieco mnie jeszcze przeraża i myśle, że wciąż potrzebuje czasu, by to zrobić.
Ale dzisiaj będzie w podobnym temacie.
Macie czasem tak, że patrząc w lustro chce wam się płakać? Ja mam tak co rano. Włosy się nie układają, bluzka leży inaczej niż bym chciała, a o cerze lepiej nawet nie wspominać - jednym słowem obraz nędzy i rozpaczy. A do wyjścia z domu zostało raptem pół godziny.
Naprawdę trudno w takie dni kochać samą siebie nie mówiąc już o podobaniu się sobie samej.
Znacie to?
Ja każdego dnia staram się z tym walczyć i z czasem odkryłam pewne rzeczy, które mi w tym ponagają. Może to nie jest wielkie odkrycie godne Kolumba, ale może i wam pomoże.
Wiecie, co tak naprawde stoi nam na przeszkodzie do akceptowania samej siebie? Odpowiedź jest banalna - my same. Albo raczej brak pewności siebie. Macie czasem tak, że coś wam się podoba (bluzka, spódniczka or something) ale rezygnujecie z zakupu, bo wydaje się wam, że nie wyglądalibyście dobrze albo że to nie wasz styl? I wiecie co? Mylicie się.
Styl tak naprawde jest pojęciem względnym, co daje pole do popisu wyobraźni. Nie ma tak, że każda osoba ma przypisany tylko jeden styl i jego trzeba się trzymać. Owszem nie we wszystkim będziemy czuć się dobrze, ale o to chodzi, by bawić się modą i odkrywać te rzeczy, które sprawiają, że czujemy się wyjątkowo.
W skrócie styl jest pustym płótnem, a moda kolorami, które pomogą nam każdego dnia tworzyć nowe arcydzieło.
Rozumiecie?
Ja mam kilka modowych trików, które mi pomagają i gdy je stosuje nie ma opcji, bym nie czuła się ze sobą dobrze.
Są to banały, które większość z was stosuje nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
Gdy mam gorszy dzień obowiązkowo zakładam sukienkę (ogólnie często je noszę, ale w te gorsze dni są czymś, co nie pozwala mi się do reszty załamać). W sukience zawsze czuję się piękniejsza, a przez to pewniejsza siebie. Zauważam wtedy, jak niektórzy wodzą za mną wzrokiem i uśmiecham się do siebie zapominając o tym całym porannym dramacie.
Następne na liście są obcasy (koniecznie muszą wydawać ten charakterystyczny stukot, bo to on gra pierwsze skrzypce). Nie muszą być wysokie. Czasem nawet kilka centymetrów może dodać nam pewności, bo obsacy już same w sobie są symbolem kobiecości. I tak jakby anonsują nasze przybycie pozwalając innym przygotować się, by mogli skupić na nas całą swoją uwagę. Sprytne prawda?
Idźmy dalej.
Co jest kolejne na liście? Obowiązkowo szminka. Nieważne jaki ma kolor - czy jest to jaskrawa czerwień czy stonowany odcień nude. Sam fakt, że jej użyłście sprawia, że dużo pewniej się czujecie i chętniej uśmiechacie.
A uśmiech jest ostatni na mojej krótkiej liście. Nieważne, jaki ten uśmiech jest - szeroki czy nieśmiały - ważne, by w ogóle zagościł na waszych ustach. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile takim uśmiechem możecie zdziałać. Spróbujcie.
Mam nadzieję, że nie padliście w połowie notki i spróbujecie zawalczyć o siebie i swoją pewność siebie. I konieczcie dajcie znać, jak wam poszło :)
Buziaki
Wasza Wiki x

CONVERSATION