Od zawsze zastanawiało mnie, co przyciąga ludzi do przedświątecznych zakupów. Poza wygodą oczywiście.
To przecież nie tak, ze sklepy przez tydzień będą nieczynne. Dlaczego więc idąc dzisiaj rano do marketu po bułki (nie oceniajcie - lubie chhrupiące bułki) natknęłam się na morze ludzi, którzy wyglądali, jakby przez miesiąc mieli nie odwiedzać sklepu (w co szczerze wątpię). Nadal zastanawia mnie, po co komuś trzy kartony oleju (dla całej wioski będą smażyć karpia?) czy tona przypraw różnej maści, które wątpię, że na co dzień lądują w ich koszyku (serio do czego można użyć kolendry?).
Co roku staram się unikać, jak ognia marketów przed świętami, ale nie zawsze się da - zwłaszcza, gdy ma się taką skleroze, jak ja. A sami musicie przyznać, że zakupy przed świętami powinny być zaliczane do sportów ekstremalnych. Czasem to nawet przypomina walkę o życie (zwłaszcza przy stoisku z karpiami).
I serio dlaczego tak się dzieje? Dlaczego co roku ludzie odkładają zakupy na ostatnią chwilę, a potem warczą stojąc w kolejce, bo ludzi tak dużo i czemu oni muszą tu być. Święta to raj dla hipokrytów.
Co roku staram się unikać, jak ognia marketów przed świętami, ale nie zawsze się da - zwłaszcza, gdy ma się taką skleroze, jak ja. A sami musicie przyznać, że zakupy przed świętami powinny być zaliczane do sportów ekstremalnych. Czasem to nawet przypomina walkę o życie (zwłaszcza przy stoisku z karpiami).
I serio dlaczego tak się dzieje? Dlaczego co roku ludzie odkładają zakupy na ostatnią chwilę, a potem warczą stojąc w kolejce, bo ludzi tak dużo i czemu oni muszą tu być. Święta to raj dla hipokrytów.
Wiem, że to nie ma ładu ani składu, ale co roku mnie to intryguje. Może wy znacie odpowiedź na to pytanie?
Koniecznie dajcie mi znać!
Koniecznie dajcie mi znać!
Całuję
Wasza Wiki xx
Wasza Wiki xx

CONVERSATION